Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 407 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Małe pytanie.

niedziela, 01 lipca 2012 10:57
Hello, dodaję wpis z komórki, więc pewnie nawalę mnóstwo byków, ale co mi tam, MAM DO WAS PYTANIE. Parę osób prosiło mnie, w komentarzach, na twitterze, itp. żebym napisała kontynuację... tej kontynuacji. Dziennik jest spalony, ale co myślicie o blogu z dalszymi przygodami Niam'a? Prowadzenie dwóch blogów (bo jeszcze www.do-you-know-what-is-love.blogspot.com) zajęłoby mi trochę czasu, ale jeżeli byłoby więcej niż 20 chętnych czytelników, zaczęłabym pisać. Jeżeli ktoś z was jest na 'tak', niech napisze w komentarzu, ewentualnie dodając swój nick z twittera, jeżeli chciałby być powiadamiany :) See ya!
Podziel się
oceń
3
0

komentarze (37) | dodaj komentarz

Dzień dziewięćdziesiąt-dziewięć + epilog

sobota, 30 czerwca 2012 20:57

Znów powróciłam - zebranie 15 komentarzy nie zajęło wam zbyt długo, więc dziś sprężyłam się i praktycznie na jednym tchu, w przypływie weny napisałam to, co widzicie pod spodem. To już koniec przygody z tym blogiem, dlatego chciałabym każdego poprosić o JEDEN KOMENTARZ, NA TEMAT TEGO BLOGA. Co o nim sądzicie, jak mi poszło - to dla mnie bardzo ważne :). Kończę przynudzać... TEN PART DEDYKUJĘ DWÓM, CHYBA NAJBARDZIEJ ZAPALONYM CZYTELNICZKOM - Souris oraz Midnight Life, które niecierpliwie czekały na nowe notki, a do tego za każdym razem mile łechtały moje ego. Kocham was!


 

KONIECZNIE WŁĄCZ, ZANIM ZACZNIESZ CZYTAĆ, PROSZĘ :)

//

JEŻELI PLAYER NIE ZADZIAŁA, TU JEST LINK DO PIOSENKI :)

http://w555.wrzuta.pl/audio/aBaEQgrwMvq/99_days_with_you


Dzień dziewięćdziesiąty-dziewiąty

 Myślę, że to już czas. Jest godzina 11:58, więc mogę śmiało powiedzieć, że dokładnie za dwie minuty wybije 99 dni od pierwszego słowa zapisanego przeze mnie w tym dzienniku. Jestem przygotowany na wszystko - drzwi są zamknięte (chociaż nie sądzę, żeby ktokolwiek chciał mnie ratować), okna zasłonięte ciemnymi roletami, w głośnikach włączona muzyka. A ja... ja siedzę na łóżku - na miejscu Twojej śmierci, Louis. Siedzę z żyletką w ręce i tylko czekam, aż na zegarze pokaże się godzina 12:00. Czuję niepohamowaną chęć rozerwania sobie żył, chociażby zębami. NIE, WRÓĆ. Przepraszam za to, to było psychiczne. Nie chcę żebyś się przestraszył, nie chcę żebyś się bał. Tak naprawdę... to JA się boję. Kurwa, Louis, boję się cholernie, ale chcę już odejść z tego świata. Wiem, że muszę zacisnąć zęby i po prostu zrobić to, ale... Wszystko mi się rozmazuje przed oczami. Lou, chyba płaczę. Do czego ja doprowadziłem?! One Direction się rozpadło, rozumiesz Louis? Dociera to do Ciebie? To wszystko już nigdy nie wróci, tak samo jak Liam i Zayn. Cholera. Cholerrraaa! Chciałbym opisać Ci to co czuję, ale nie ma już czasu, Louis... Czas mnie goni, a ręce trzęsą mi się tak bardzo, że sam nie mogę rozczytać moich słów. Została mi minuta. Kiedyś obiecałem sobie, że w ostatniej minucie mojego życia zaśpiewam z wami ostatn-

DWUNASTA. 

 


 

Dziewięćdziesiąt-dziewięć dni z Tobą, dzienniczku, miało doprowadzić nas wszystkich do tego samego - do śmierci. Śmierci z rozpaczy, pękniętego serca, wyczerpania psychiki. Teraz, gdy piszę małymi, ściśniętymi literkami na ostatniej stronie, muszę Ci coś powiedzieć. Tak, Tobie - Tobie, diabelski dzienniku. Muszę Ci powiedzieć, że nie wzięliśmy czegoś pod uwagę; nie pomyśleliśmy, że coś może się zmienić. Byliśmy przekonani jak to się skończy. A jednak - dziwnym, ale jakże szczęśliwym przypadkiem, równo o godzinie 12:00 do domu ktoś wpadł i natychmiast wyrwał mi z dłoni ostrą żyletkę. Powstrzymał mnie przed zrobieniem najgorszego błędu w życiu. Wiesz kto to był? Domyślasz się, kurwa?! LIAM. Mój ANIOŁ, który czuwał nade mną przez całe 99 okropnych dni, przez które wylałem więcej łez, niż przez całe moje życie. Przez Ciebie o mało nie straciłem największego daru, który dostałem - o mało nie straciłem życia. O mało nie straciłem Liam'a, bo to on jest moim życiem, chociaż dopiero teraz sobie to uświadomiłem. Już zdecydowałem co zrobię z Tobą, abyś nikogo więcej nie skrzywdził. Spalę Cię, a wraz z Tobą wszystkie bolesne wspomnienia, które sprawiły że moja psychika rozsypała się na malutkie kawałeczki, które może skleić tylko Liam i porządny psycholog. Tak więc, żegnam Cię - przyczyno moich wszelkich zmartwień i bólu. Do diabła z Tobą. 

 


 

Ocierając łzy, Niall wrzucił dziennik do ognia, w jednej chwili zapominając o całym złu, które mu wyrządził. Odwrócił się plecami do pieca i z uśmiechem powitał Liam'a, który powoli podszedł do niego i kciukiem starł resztę łez z jego policzka, po czym objął go silnymi ramionami. Niall zatopił twarz w jego szyi, cichutko wzdychając. 

- Kocham Cię. - wyszeptał Liam'owi do ucha, unosząc kąciki ust do góry pod wpływem jego dotyku

Wyższy prawie o 7cm chłopak, zmierzwił dłonią jego blond włosy, składając na jego czole delikatny pocałunek

- Ja Ciebie też. - odpowiedział, spoglądając przez ramię przyjaciela na czerwone płomienie, które krok po kroku pochłaniały wszystkie słowa zapisane czarnym atramentem na przesiąkniętych bólem kartkach...

 


 

MÓJ NOWY BLOG, NA KTÓRY WAS SERDECZNIE ZAPRASZAM :)

KLIKNIJ TUTAJ


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

Dni od siedemdziesiątego-ósmego do dziewięćdziesiątego-ósmego

poniedziałek, 25 czerwca 2012 19:11

Witam! To już przedostatnia notka na tym blogu :<. Powoli historia Niall'a się kończy, ale to wcale nie znaczy, że Margie się z wami żegna! Tak się składa, że założyłam nowego bloga, tym razem z Ziam'em i Larry'm, na którego serdecznie zapraszam wszystkich moich czytelników :)

www.do-you-know-what-is-love.blogspot.com


Dzień siedemdziesiąty-ósmy

Wstałem z rana i ze zdziwieniem stwierdziłem, że lodówka jest pusta, więc otuliłem się szczelnie kurtką, złapałem jakiś banknot ze stolika i wybiegłem przed dom, kierując się do sklepu spożywczego. Założyłem na głowę kaptur, chcąc ukryć się przed niechcianymi konfrontacjami z innymi ludźmi. Nagle... usłyszałem Ciebie. Ponownie. Wołałeś moje imię. Nie miałem pojęcia, skąd pochodził głos, więc idąc, wciąż rozglądałem się wokoło. Zupełnie niespodziewanie wpadłem na małą, drobną postać, która szła przede mną. "Przepraszam" - wymamrotałem do staruszki w poobdzieranych ubaniach. Starsza kobieta odwróciła się do mnie przodem, osłaniając się dłońmi, jak gdyby bała się, że coś jej zrobię. Spojrzała na mnie przez palce i niewyraźnie wymamrotała "Ile pan da za takie kwiaty?", pokazując mi jakieś dziwne, robaczywe zielsko w jej dłoni. Zlustrowałem ją wzrokiem - wyglądała na bezdomną i niedożywioną. Westchnąłem i pokazałem jej banknot warty o wiele więcej niż już na pół zwiędłe kwiecie. Łzy stanęły jej w oczach, gdy wybierała dla mnie dwie największe i najokazalsze zdobycze. Gdy już chciałem odejść zatrzymała mnie, przytuliła niezgrabnie i wyszeptała "Niech Bóg będzie z Tobą, dobrodzieju", po czym odeszła. Tym razem to ja stanąłem osłupiały, przygryzając wargę. Rozpłakałem się i nawet fakt, że straciłem całe pieniądze na bezwartościowe zielsko, a na dodatek nie mam co zjeść był w tej chwili zupełnie nic nie znaczący. 

 


Dzień siedemdziesiąty-dziewiąty

Usiadłem na łóżku i otworzyłem album, w którym przez dwa lata zbierałem zdjęcia. Na początku upchniętych było kilka zdjęć z X Factora, razem z Mary, Simonem i innymi uczestnikami. To właśnie wtedy poznałem Ciebie, poznałem was - czterech chłopaków, którzy od nieznajomych stali się braćmi. Przewróciłem parę stron, dochodząc do wycinków z WMYB. Przejechałem kciukiem po twarzy Liam'a, śmiejąc się na widok jego falowanych włosów, które każdy porównywał do loków Harry'ego. Było tam też dużo zdjęć z naszymi pięknymi fankami. Zawsze żałowałem, że nie mogliśmy ze swoją muzyką dotrzeć wszędzie. 
 

 

Dzień osiemdziesiąty

Codzienne nacinanie ręki staje się nudne, ale wiem, że to jeszcze nie czas, aby pójść na całość. Obejrzałem po raz setny nasze wszystkie Video Diary i już sam za bardzo nie wiedziałem, czy mam się śmiać, czy płakać. 

 


Dzień osiemdziesiąty-pierwszy

Chyba znowu zaczynam tęsknić. Czuję się tak... samotnie. Samotnie, w pustym mieszkaniu, bez żadnego kontaktu z Tobą, Harry'm, Liam'em czy Zayn'em. Ty znasz to uczucie. Byłeś tak samo samotny jak ja przez ten cały czas. Ty WIESZ. Wiesz, jak to jest stracić wszystko co się miało. To... okropne. Prawda Louis? Żałuję, że nie mogę z Tobą porozmawiać.

 


Dzień osiemdziesiąty-drugi

Dziś w południe ktoś zapukał do drzwi. Szybko narzuciłem na siebie koszulkę i otworzyłem. Serce na moment mi stanęło, bo za progiem czekał... Zayn. Nie wiem co mnie napadło, ale po prostu rzuciłem się mu na szyję i... upadłem na ziemię. Zdezorientowany rozejrzałem się wokoło. Zacząłem płakać, bo Zayn był... tylko złudzeniem. 

 


Dzień osiemdziesiąty-trzeci

Schudłem. Stanąłem na wadze, która zakurzona, tkwiła w łazience od dawien dawna. 47 kilo. Podciągnąłem t-shirt w górę i spojrzałem na żebra, które wystawały przez cienką skórę. Skrzywiłem się z obrzydzenia. Nie mogę patrzeć na swoje ciało. Wewnętrzną część lewej ręki zdobią osiemdziesiąt trzy nacięcia, a resztę ciała okropne, fioletowe siniaki, których dorobiłem się, niejednokrotnie spadając z łóżka, gdy śniły mi się koszmary. Myślę, że moje oczy straciły już blask. Kiedyś były niebieskie jak letnie niebo, teraz są szare jak deszczowe chmury. Ani cna życia.

 


Dzień osiemdziesiąty-czwarty i osiemdziesiąty-piąty

Jestem zmęczony. Zmęczony życiem. Przepraszam, że nie napisałem wczoraj, ale dziennik gdzieś się zapodział i nie mogłem go znaleźć. 

 


Dzień osiemdziesiąty-szósty

Do domu przybłąkał się kot i obudził mnie rano głośnym drapaniem we frontowe drzwi. Ty zapewne byś go przygarnął, nie mówiąc już o Harry'm i jego śmiesznej obsesji na punkcie futrzaków. Nakarmiłem go mlekiem i mięsem. Zasnął na łóżku i właśnie w tej chwili przysłuchuję się, jak cichutko mruczy pod wpływem mojego dotyku, gdy drapię go za uchem.
 

 

Dzień osiemdziesiąty-siódmy

Nie. Nie, nie, nie, nie. Kot zniknął. Gdy wstałem, nie słyszałem żadnych odgłosów. To powinno mnie zaniepokoić, ale jednak nie. Zacząłem rozglądaś się po mieszkaniu, a z każdym krokiem kolana miękły mi coraz bardziej. Wybiegłem na ulicę i wciągnąłem szybko powietrze, bo zobaczyłem go rozłożonego na ulicy. Łzy stanęły mi w oczach, więc szybko wróciłem się do domu. Dlaczego każdy mnie opuszcza?

 


Osiemdziesiąty ósmy - osiemdziesiąty-dziewiąty

Przez całe dwa dni płakałem nad śmiercią głupiego kota. Nie miałem pojęcia, że aż tak bardzo mnie to ruszy. Jestem po prostu wyczerpany psychicznie i nawet najmniejsza przykrość wydrąża mi dziurę w sercu. 

 


Dzień dziewięćdziesiąty

Pomyślałem dziś sobie, że zostało mi już tylko 9 dni, więc trzeba je dobrze wykorzystać i żyć pełnią życia. W Londynie właśnie otwarto nową kolejkę górską... Rollercoaster - Zayn zawsze bał się rollecoaster'ów. Porównywał je do egzystencji i całkowicie się z nim zgadzałem. Ale dziś po prostu tam poszedłem i bez namysłu wsiadłem do wagonika. Kolejka ruszyła pod górę. Wyobraziłem sobie, że siedzicie koło mnie i tak samo przypominacie sobie nasze pierwsze zwycięstwa. Trzecie miejsce w X Factor, WMYB numerem jeden, Brit... I nagle... Gwałtowny spadek. Zacisnąłem palce na zabezpieczeniach, gdy kolejka niebezpiecznie szybko zjechała w dół. Zarzuty ze strony The Wanted. Masa hejtów. Śmierć Harry'ego, następnie Twoja. Potem... błogi spokój. Powolna jazda po prostej szynie. Czy to miało oznaczać ciszę po mojej śmierci?

 


Dzień dziewięćdziesiąty-pierwszy

Chociaż zaczęło robić się chłodno, niedbale ubrany w moją ulubioną koszulkę z napisem "Free Hugs" udałem się do Nandos. Nie bacząc na kałuże sunąłem przez miasto niczym zmora, ignorując wszystkie twarze, które zwracały się w moją stronę, szepcząc coś między sobą. W resteuracji zamówiłem "mój" zestaw - pierwszy raz od wielu dni zjadłem coś z apetytem.

 


Dzień dziewięćdziesiąty-drugi

Nie wyspałem się. Liam wciąż nawiedza moje sny, przez co zazwyczaj kilkakrotnie budzę się w nocy. Zupełnie nie wiedziałem co ze sobą dziś robić, ale w końcu obiecałem sobie coś. I zamierzam dotrzymać obietnicy. Wyszedłem z domu i szybko wpadłem do kwiaciarni, zakupując piękny, okazały bukiet białych róż. Odwiedziłem wasze groby. Dwa marmurowe groby, położone obok siebie... To był nasz pomysł, żebyście zostali pochowani tak blisko. Nie wiem co mam więcej o tym dniu napisać - po prostu tam stałem i płakałem, wstawiając świeże kwiaty do wazonu. Może zacytuję jedną z Twoich ulubionych piosenek?I'll find the words to say, before you leave me today... 

 


Dzień dziewięćdziesiąty-trzeci

Pięciu roześmianych chłopców wyszło na scenę, a powitał ich pisk tysięcy dziewcząt znajdujących się pod sceną. Jeden z nich dał znak innym i równocześnie zaczęli śpiewać, z głośników poleciała muzyka. Chłopak z lokami pomachał publiczności, wyśpiewując słowa swojej solówki. Nagle... zniknął. Nie miałem czasu na rozmyślania o tym, co się stało, bo w powietrzu zaczął rozpływać się kolejny młodzieniec. Podczas gdy przyglądał się miejscu, w którym przed chwilą stał jego przyjaciel w kręconych włosach, jego czerwone spodnie zdążyły już zniknąć. Niski blondyn spojrzał na swoje ręce, które powoli traciły swoją barwę. W jednym momencie podbiegł do niego chłopiec w koszuli, podnosząc go i szybko wynosząc ze sceny. Otworzyłem oczy i wziąłem głęboki chaust powietrza. Spojrzałem przerażony na dłonie. Były całe. Na szczęście to był tylko kolejny głupi sen. Mam nadzieję, że nic nie znaczący.

 


Dzień dziewięćdziesiąty-czwarty

Mam coraz mniej czasu - dni mijają tak szybko... Ta prędkość mnie przeraża. Znów uświadomiłem sobie, że już nigdy was nie zobaczę. Nie zobaczę ani Ciebie, ani Harry'ego, ani Zayn'a, ani Liam'a - nie zobaczę nikogo. Odpychając od siebie wszystkie myśli, urządziłem video-chat z bratem, który jak gdyby nigdy nic opowiadał mi o nowych grach, które wyczaił w Internecie. Cieszyłem się, że był taki beztroski. 

 


Dzień dziewięćdziesiąty-piąty

Postanowiłem wykorzystać kolejny dzień, zamawiając taksówkę i udając się na plażę. Na nie byle jaką plażę. To ta sama plaża, na której wraz z wami nagrywałem teledysk do WMYB. Ta sama plaża, na której przeżyliśmy tyle chwil, która stała się dla mnie wyjątkowa. Usiadłem przy brzegu i patrząc na horyzont zastanawiałem się, gdzie teraz podziewa się butelka z listem, którą wspólnie z Tobą tu wrzuciłem, Louis. Jak myślisz, czy ktoś ją wyłowił?

 

Dzień dziewięćdziesiąty-szósty

Wysłałem dziś sms'y do paru osób. Dokładnie pół godziny temu, Liam, Zayn, Eleanor, Anne, Gemma, mój brat, rodzice i parę osób które poznałem za czasów X Factora powinny otrzymać wiadomość o treści "Kocham Cię, nigdy o tym nie zapomnij!". Natychmiast po wyświetleniu się komunikatu o dotarciu sms'ów, wyciągnąłem z telefonu baterię i wyrzuciłem ją do śmieci. 

 


Dzień dziewięćdziesiąty-siódmy

Włączyłem dziś kamerkę, wziąłem zakurzoną gitarę w dłoń i nagrałem "Stereo Hearts" z dedykacją dla wszystkich Directionerek. Wrzuciłem na youtube i nie musząc długo czekać, otrzymałem wiele komentarzy pod filmikiem. Większość ludzi zachwycała się wykonaniem, proponowała mi małżeństwo lub po prostu pisała jak bardzo mnie kocha. Ale znalazły się też osoby które zwróciły uwagę na to, że schudłem, zbladłem i głos łamał mi się w pewnych momentach. Serce łamie mi się, widząc jak bardzo fani się o mnie troszczą. 

 

Dzień dziewięćdziesiąty-ósmy

Postanowiłem zrobić kolejny dobry uczynek w tym tygodniu. Szybko tweetnąłem, że za pół godziny będę pod Big Ben'em i nie byłem zdziwiony, gdy punktualnie o wpół do osiemnastej ujrzałem pod wieżą zegarową sporą gromadkę dziewczyn. Przykleiłem na twarz sztuczny uśmiech i zabrałem się do przytulania fanek, przy okazji szepcząc każdej do ucha jak bardzo ją kocham. Parę minut później na miejsce dotarło jeszcze więcej fanek... Potem jeszcze więcej... I w końcu zostałem otoczony z każdej strony przez piszczące, młodociane istoty. Nastolatki przepychały się, oślepiając mnie fleshami aparatów i niemal ogłuszając okrzykami. W pewnym momencie przewróciłem się na ziemię, uderzony przez jedną z nich. Omal nie straciłem przytomności, ale udało mi się szybko wstać i podbiec do pierwszej lepszej taksówki, która podwiozła mnie pod dom, zostawiając w tyle niebezpieczeństwo. To był ostatni dzień, kiedy mogłem się z nimi spotkać. Czas się kończy. To już jutro.


W kolejnej - ostatniej już notce zamierzam dodać dzień 99 oraz krótki epilog :). 

15 komentarzy = nowa notka!



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (34) | dodaj komentarz

Dni od pięćdziesiątego-czwartego do siedemdziesiątego-siódmego

piątek, 15 czerwca 2012 20:27

Witam, witam! Tym razem najpierw odpowiem wam na pytania, a dopiero potem przejdziemy do kolejnego "rozdziału" ;)

Czy blog ma tylko 99 dni?

Tak, blog ma 99 dni, plus mały "epilog". 

 

Prowadzisz jeszcze inne blogi?

Prowadziłam www.co-sprawia-ze-jestes-piekna.bloog.pl, ale skończyło się na pierwszym rozdziale - ach, ten mój słomiany zapał. Pisałam też na pingerze jakieś prywatne pamiętniki, czy coś w ten deseń, ale jak już wspominałam - niedługo zaczynam pisać nowe opowiadanie :)

 

Jak planujesz zakończenie?

Najpierw dodam dni do 98, potem (oczywiście w zamian za duużą liczbę komentarzy) dodam dzień 99 i epilog. Nie mogę zdradzić co w nich będzie, ale myślę, że będziecie przynajmniej nieco zaskoczeni.

 


Dzień pięćdziesiąty-czwarty - pięćdziesiąty-ósmy

 

Tak naprawdę, to nie za bardzo wiem co się działo przez te cztery dni. Po prostu obudziłem się dziś w łóżku, tak jak codziennie, wpatrując się w biały sufit. Nie było obok mnie nikogo, nie zjawił się ani Zayn, ani Liam, ani ty. Gdzie jesteście? Czuję się samotny... Nie chcę być samotny. 


Dzień pięćdziesiąty-dziewiąty

Paru fanów przyszło pod dom i nieśmiało zastukało w drzwi. Nie obchodziło mnie to zbytnio. Chciałem po prostu zobaczyć twarz... twarz Liam'a. Chciałem wtulić się w jego włosy i zapomnieć o całym świecie. To byłby jedyny lek na mój ból. Za oknem cały czas pada deszcz. Napisałem sms'a do Liam'a z prośbą żeby wrócił... Nadal nie wiem, co się ze mną dzieje - a może ty mi powiesz, Louis?

 


Dzień sześćdziesiąty

Dostałem telefon od Liam'a - to była chyba najlepsza rzecz, która spotkała mnie w ostatnich dniach. Chłopak, który z natury szybko mówi, przez łzy bełkotał do słuchawki jeszcze bardziej niezrozumiałe słowa, z czego wyłapałem tylko "Przepraszam", "Niedługo będę" i "Trzymaj się, proszę". Gdy się rozłączyłem, przez dłuższy czas rozmyślałem, sam nie wiem nad czym. Od nowa zacząłem czytać cały dziennik, raz po raz ocierając strumienie łez, spływające mi po policzkach.

 


Dzień sześćdziesiąty-pierwszy

Zgodnie z obietnicą, z rana do domu wpadł zdyszany Payne i od razu rzucił się na mnie, przytulając mocno. Na chwilę przymknąłem oczy, rozkoszując się jego zapachem, który moim zdaniem wyleczyłby mnie z bólu o wiele szybciej niż jakiekolwiek lekarstwa. W pewnej chwili Liam odsunął się ode mnie i po prostu... strzelił mi w lewy policzek z liścia. Nie gniewałem się, zasłużyłem.

 


Dzień sześćdziesiąty-drugi

Właśnie dowiedziałem się, że gdy Liam otrzymał sms ode mnie, był już w drodze do Wolverhampton. Czy to znaczy... że on chciał ode mnie uciec? Oczywiście, przecież tylko wszystkim zawadzam. Dzisiaj ponownie uderzyły we mnie te wszystkie bolesne fakty. Harry nie żyje, ty nie żyjesz, Zayn wyjechał, dla Liam'a jestem zawadą, One Direction się rozpadło... Chciałbym żeby wszyscy wrócili, żeby było tak jak dawniej. Jeżeli tylko moglibyśmy cofnąć czas... Ale to niemożliwe. Nie.

 


Dzień sześćdziesiąty-trzeci

Nie mogę się doczekać spotkania z Tobą i z Harry'm. Na tym świecie wszystko mnie drażni, nawet powietrze. Jedynie Liam stanowi odskocznię od tego wszystkiego - jego obecność ukaja mój ból. Ale wiem, że on nie czuje tego co ja... Chociaż sam nie mam pojęcia co czuję. 

 

Dzień sześćdziesiąty-czwarty

Liam wstał wcześniej i zrobił dla mnie śniadanie. Widok chłopaka w potarganych włosach i bez koszulki, podającego mi pyszności na talerzu, przyprawił mnie o dreszcze. Przez chwilę nawet pomyślałem o tym, żeby go skomplementować, ale przecież to nie miało sensu, skoro za miesiąć miałem umrzeć. Zjadłem wszystko co mi przyniósł, po czym smacznie zasnąłem. Śniłeś mi się, znów. Tym razem zapoznałeś mnie z jakąś dziewczyną - miłą szatynką, o zielonych oczach i szerokim uśmiechu. Doszło do pocałunku, ale nagle... dziewczyna zamieniła się w Liam'a. Tak, całowałem się w śnie z Liam'em. Nie wiem co to ma znaczyć, ale to dziwne. Potrzebuję zimnego prysznica, natychmiast.

 


Dzień sześćdziesiąty-piąty

Liam zabrał mnie na spacer. Otulił mnie szalikiem i poprowadził za rękę przez uliczki Londynu. Czułem się trochę jak upośledzony, chociaż w pewnym sensie można mnie takim mianem określić. Długo wędrowaliśmy, nie odzywając się do siebie ani raz. Bo nie trzeba było słów. Wystarczyło spojrzenie w oczy, by wiedzieć, że jest ciężko.



Dzień sześćdziesiąty-szósty

Gdy tylko Liam na chwilę opuścił mieszkanie, udając się po zakupy, z radością przywitałem żyletkę, zadając sobie coraz większe rany. Przestałem odczuwać jakikolwiek cielesny ból i uznałem, że już nic nie sprawi, że zmienię decyzję. Nie mam żadnych powodów, żeby pozostać przy życiu.

 


Dzień sześćdziesiąty-siódmy

Dziś Liam'a nie było cały dzień, więc siedziałem na podłodze w salonie i patrzyłem się bezmyślnie w ścianę, na której wisiały nasze zdjęcia, zdjęcia One Direction. Już dawno nie śpiewałem, więc zanuciłem pod nosem parę naszych piosenek, kończąc na 'Moments', przy której omal nie zadławiłem się łzami i musiałem przestać.

 


Dzień sześćdziesiąty-ósmy

Bardzo chciałem wybrać się dziś do Nandos, ale Liam szybko wybił mi to z głowy, bo na dworze szalała burza. Może Ci się to wydać bardzo dziecinne, Louis, ale po prostu usiadłem pod drzwiami i zacząłem płakać. Czemu Liam zabronił mi odwiedzić miejsca, które tak bardzo kochałem?

 

Dzień sześćdziesiąty-dziewiąty

Liam obudził mnie cichym podśpiewywaniem 'It's time to get up'. Uchyliłem lekko oczy, a on był tak blisko, leżał ze mną twarzą w twarz i dokładnie lustrował moje blade piegi. Odwróciłem głowę i pierwszy raz od dawna wstałem z łóżka z własnej woli.
 Wszystko mnie boli i nie mam ochoty się ruszać. To takie bezsensowne cierpienie. 

 


Dzień siedemdziesiąty

Wczoraj zaczęło się Euro, więc Liam przeniósł telewizor do sypialni tak, żebym mógł oglądać mecze leżąc. Dopiero dziś zorientowałem się, jak bardzo ten chłopak się o mnie martwi. Chyba jednak nie bez powodu jest nazywany Daddy Direction... Cholera, no tak. One Direction już nie ma.



Dzień siedemdziesiąty-pierwszy - siedemdziesiąty-czwarty

Przez ostatnie trzy dni niewiele się zmieniło. Liam gotował za mnie, wychodził i wracał dopiero wieczorem, by utulić mnie do snu. Przemieszczał się po mieszkaniu niczym zjawa, gdy się poruszał słychać było tylko szmery. Nic nie mówił. Było tak dziwnie cicho i pusto, jakby wcale go ze mną nie było.

 

Dzień siedemdziesiąty-piąty

Przyłapałem go. Wyszedłem przed dom, żeby wyrzucić śmieci, a on stał tam, opierając się o ścianę z fajką w ręce. Dym cienką smużką ulatywał z jego ust, dołączając do chmur nad naszymi głowami. Nagle spojrzał prosto na mnie i upuścił papierosa na ziemię. Szybko wrzuciłem worek ze śmieciami do kosza i wycofałem się do domu. Zatrzasnąłem za sobą drzwi i oparłem się o nie, nie mogąc uwierzyć. Liam i papierosy? Od kiedy on pali? Hah, pewnie ty odpowiedziałbyś pytaniem na pytanie. "A czemu ty paliłeś?". 

 


Dzień siedemdziesiąty-szósty

Liam powiedział, że wyjeżdża do rodziny na trzy tygodnie. Łzy zbierały mi się w oczach, ale uszanowałem jego decyzję, bo w końcu obiecał, że wróci. I mam nadzieję, że dotrzyma obietnicy - chociaż zastanie mnie martwego. Mogę przyrzec, że gdy na chwilę zdrzemnąłem się na kanapie, usłyszałem Twój głos, który mówił mi, żebym tego nie robił, żebym przestał. Przez chwilę naprawdę się zawahałem, ale nawet Ty, Louis, nie możesz mnie zatrzymać. 

 

Dzień siedemdziesiąty-siódmy

Dzisiaj z rana Liam złapał pierwszy pociąg do domu, jeszcze zanim się wstałem z łóżka. Gdy się obudziłem, znalazłem tylko kartkę od niego, położoną przy małym talerzyku z ciasteczkami. Założyłem słuchawki na uszy, włączyłem losową piosenkę - padło na "I should've kissed you". Zamknąłem oczy i wsłuchałem się w melodię, cicho nucąc ją pod nosem. Cięcia dochodzą już prawie do nadgarstka.



 
PROSZĘ KAŻDEGO KTO PRZECZYTAŁ TĘ NOTKĘ O CHOCIAŻ KRÓTKI KOMENTARZ. WYSTARCZY MI JEDNO SŁOWO, PO PROSTU CHCĘ MIEĆ ŚWIADOMOŚĆ, ŻE LUDZIE TO CZYTAJĄ :)

 

15 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ, PAMIĘTAJCIE!



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (31) | dodaj komentarz

Dni od dwudziestego-szóstego do pięćdziesiątego-czwartego

poniedziałek, 11 czerwca 2012 15:17

Zanim zaczniecie czytać, musicie wiedzieć, że pisanie tego opowiadania to dla mnie niesamowite przeżycie. Gdy piszę, wczuwam się w Niall'a i czasem po prostu płaczę, albo popadam w zły nastrój i muszę się na czymś wyżyć po napisaniu parunastu dni. To jest w pewien sposób dziwne, że moje własne opowiadanie tak na mnie wpływa. Ale widzę, że nie tylko na mnie. Czytając wasze komentarze, mam wrażenie, że po prostu ryję wam psychikę. Ale to dobrze, zapraszam do czytania, mua.


Dzień dwudziesty-szósty

Stanąłem przed drzwiami do studia i kładąc rękę na klamce, zamarłem. "W środku będzie on" - pomyślałem sobie, przełykając ciężko ślinę. Zagryzłem zęby i ze zmrużonymi brwiami wparowałem do pokoju. W jednej chwili cztery pary utkwiły wzrok w mojej osobie. Zayn, Liam, gitarzysta i... Mark. Spojrzał na mnie smutnymi oczyma, a parę sekund później spuścił głowę i zaczął bawić się bransoletkami. Zayn bez słowa podniósł się ze swojego miejsca, objął mnie ramieniem i uśmiechnął się niepewnie. Nie zdążył nic powiedzieć, a mi już zebrało się na płacz. "Przepraszam, nie mogę" - jęknąłem. Odwróciłem się na pięcie i wybiegłem.

 

 

Dzień dwudziesty-siódmy

Do końca nie wiem jakim sposobem, ale znalazłem się w samolocie do Mullingar. Teraz, gdy siedzę na miejscu obok jakiejś staruszki, ruszają mnie wyrzuty sumienia. Jestem ciekaw jak czuje się teraz Liam, nawet nie wiedząc gdzie zniknąłem? Co czuje Mark, wiedząc, że sprawia mi taki ból? Chciałbym po prostu żyć dalej, ale nie potrafię. 

 


Dzień dwudziesty-ósmy

Gdy wychodziłem z samolotu, zaczęły mi się pocić ręce. Przesunąłem opuszkami palców po wnętrzu ręki, na której widniało już dwadzieścia osiem cięć, powoli i boleśnie gojących się. Złapałem pierwszą lepszą taksówkę i kazałem podjechać na ulicę, gdzie stoi mój rodzinny dom. Gdy wyciągałem portfel, chcąc zapłacić naburmuszonemu, otyłemu mężczyźnie, siedzącemu za kierownicą, z kieszeni wypadło mi Twoje zdjęcie, które od dłuższego czasu  trzymałem przy sobie. Uśmiechnąłem się i podniosłem je z ziemii przytulając do serca, po czym ruszyłem w stronę domu i zadzwoniłem do drzwi. 

 


Dzień dwudziesty-dziewiąty i trzydziesty

Ostatnie dwa dni spędziłem na sprzedawaniu całej rodzinie Horan-hug'ów i zapewnianiu mamy, że wszystko jest w porządku, chociaż tak naprawdę nic nie jest. Wolę ją okłamywać do ostatniej chwili, niż sprawiać, żeby żyła z ciężarem na sercu. Chcąc uszczęśliwić rodziców, wykonywałem posłusznie wszystkie ich polecenia i jadłem wszystko co mi podawali. Jeszcze tylko 69 dni sztucznych uśmiechów i będzie po wszystkim. 

 


Dzień trzydziesty-pierwszy

Dziś wybrałem się na spacer po mieście. Początkowo rodzina, a zwłaszcza zmartwiona mama nie chcieli mnie nigdzie puścić. Dopiero gdy z ręką na sercu przysięgnąłem na zespół że nic sobie nie zrobię, pozwolili mi opuścić dom. Problem w tym, że zespołu już nie ma. I nigdy nie będzie.

 


Dzień trzydziesty-drugi

Ran jest coraz więcej - nie tylko na ciele, ale też w sercu. W głowie mam harmider, co noc śnią mi się koszmary. Gdy przechodziłem uliczkami Mullingar, zaglądając w stare, dawno zapomniane zakątki, wracały wszystkie wspomnienia. Wspólne wypady do Nandos, wygłupy z wami - te wszystkie chwile które dokumentowałem na płytach przez całe dwa lata, chociaż teraz wolałbym o nich zapomnieć. Gdy raz po raz orientuję się, że nigdy nie będzie tak jak dawniej, że nie zobaczę ponownie waszych roześmianych twarzy - za każdym razem to boli coraz bardziej.

 


Dzień trzydziesty-trzeci

Nie wróciłem na noc do domu i po części mam gdzieś, co teraz myślą inni, bo w jednej dłoni mam flaszkę wódki, a w drugiej paczkę szlugów, i więcej mi do szczęścia nie potrzeba.



Dzień trzydziesty-czwarty

Dostałem niezły ochran od brata, gdy znalazł mnie schlanego za trzech na ławce pod moją starą szkołą. Krzyczał na mnie przez dłuższą chwilę, po czym po prostu wybuchł płaczem, przytulił mnie i poprosił żebym przestał. Louis, powiedz mi, co mam teraz robić?

 

 

Dzień trzydziesty-piąty i trzydziesty-szósty

Było późno w nocy, nie wiem dokładnie która godzina, więc opisuję wszystko jako dwa dni. Napisałem szybko karteczkę do mamy, żeby się nie martwiła, bo wracam do Londynu i uciekłem tylnymi drzwiami, zanim ktokolwiek mógłby mnie zauważyć. Wsiadłem do pierwszego samolotu, który leciał do UK i zasnąłem, rozłożony na niewygodnym siedzeniu.

 


Dzień trzydziesty-siódmy

Znów jestem w Twoim mieszkaniu, moim małym sacrum do którego nikt oprócz mnie nie ma wstępu. Wścibscy dziennikarze dobijają się do mnie drzwiami i oknami, zasypując masą pytań na które sam nie znam odpowiedzi.

 


Dzień trzydziesty-ósmy

Pod stertą ubrań odnalazłem swój laptop i bez dłuższego namysłu, wszedłem na twittera. Tak jak się domyślałem, całe mentions miałem zasypane wiadomościami od zmartwionych fanów. Gdy zorientowałem się jak duży ból sprawiłem milionom ludzi na całym świecie, znów coś we mnie pękło, i nie pozostało mi nic innego jak ponowne spotkanie z żyletką.

 


Dzień trzydziesty-dziewiąty

Syf. Brud. Chaos. Wszędzie w pokoju walają się paczki po wypalonych papierosach i rozbite butelki po piwie, które znalazłem w barku. W całym domu śmierdzi. Przepraszam. Pewnie nie chciałbyś takiego bałaganu w tak ważnym dla Ciebie miejscu. 

 


Dzień czterdziesty

W południe spotkałem Liam'a. Właśnie wyszedłem zapalić papierosa i zastałem go pod moimi drzwiami. Powiedział mi, że Mark zrezygnował z pracy, tak samo jak Zayn, więc nie muszę się już przejmować głupim zespołem. Wiem, że próbował być twardy, ale z łatwością mogłem dostrzeć jak bardzo się trząsł gdy to mówił. Poczęstowałem go papierosem. Spojrzał na mnie z obrzydzeniem w swoich wielkich, brązowych oczach, odwrócił się i odszedł. Dopiero po fakcie, uświadomiłem sobie co zrobiłem.

 


Dzień czterdziesty-pierwszy - pięćdziesiąty

Dziewięć monotonnych dni upłynęło tak szybko jak nigdy wcześniej. Nie wiem Louis, co mogę Ci o nich powiedzieć - może po prostu to, że nie byłem w stanie pisać bo wciąż byłem upity? Nie wiem co się ze mną dzieje, ale dudni mi w głowie i mam ochotę zasnąć. Na wieki wieków.

 



Dzień pięćdziesiąty-pierwszy

 Nie mogę uwierzyć, że mijają już prawie dwa miesiące od Twojej śmierci. Dopiero dziś uświadomiłem sobie, co się tak naprawdę stało. Harry jest martwy, Ty jesteś martwy, Liam jest zraniony, Zayn ma mnie w dupie, a One Direction... nie istnieje. To wszystko co osiągnęliśmy poszło na marne. Nagrody, piosenki, cały X Factor i trasy koncertowe. Tego już nie ma. One Direction się rozpadło. Dziennik piszę od zaledwie pięćdziesiętu dni, a tyle już z nim przeżyłem. Cieszę się, że go mam - inaczej chyba pękłbym od nadmiaru emocji, nie mając się komu wyżalić. I cieszę się, że mam Ciebie, Louis. Chociaż nie jesteś przy mnie ciałem, wiem że Twój duch wciąż nade mną czuwa.

 


Dzień pięćdziesiąty-drugi

Podobno Zayn wrócił do Bradford i planuje wspólne życie z tą całą tapeciarą Perrie. Jak ja tej dziewczyny nie cierpię, słodki Jezu... Nie uważasz, że idealnie pasuje do Zayn'a? Z perspektywy czasu oboje wydają mi się teraz tacy sztuczni i plastikowi. 

 


Dzień pięćdziesiąty-trzeci

Dziś pomyślałem sobie, że warto spróbować czegoś nowego. Ubrałem na głowę kaptur, założyłem ciemne okulary i poszedłem w miejsce, przed którym zawsze mnie ostrzegano.

 

Dzień pięćdziesiąty-czwarty

Czuję się nieźle osłabiony, ale muszę Ci powiedzieć, Boo Bear, że wstrzykiwanie sobie narkotyków to całkiem ciekawe uczucie. 


ODPOWIEDZI NA PYTANIA CZYTELNIKÓW

Co będziesz robić, gdy skończysz pisać "99 days with you"?

Zamierzam wziąć się za opowiadanie smutne, ale zarazem +18 z Larry'm i Ziam'em ;). Link podam na tym blogu, jak już napiszę ostatnie dni.

 

Czy Niall umrze tak jak Louis??

Nigdy nic nie wiadomo.


Pytania możecie zadawać w komentarzach.

15 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ, WIĘC WARTO KOMENTOWAĆ!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

wtorek, 25 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  7 445  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Archiwum

O moim bloogu

Amatorska kontynuacja epickiego opowiadania o Larry'm pt: "99 days without you". Jak bolesne może stać się 99 dni z Tobą?

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 7445

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl